niedziela, 28 sierpnia 2016

Letnia garderoba dla ust 2016


Góra: Dior Bonheur 468
Dół (L-P): Chanel Boy 54, MAC Sunny Seoul, MAC Crosswires 

 L-P: Dior Bonheur 468, MAC Crosswires, MAC Sunny Seoul, Chanel Boy 54


Do Londynu zawitała możliwe już ostatnia fala upałów i stwierdziłam, że to dobry moment aby podsumować co pojawiało się na moich ustach najczęściej tego lata. Na początek pierwszy i jedyny błyszczyk Dior Rouge Brilliant Lip Gloss w kolorze Bonheur 468. Jest to błyszczyk, przy którym moje włosy najmniej się przyklejają do ust w porównaniu do innych tego typu produktów i jest to też pierwszy błyszczyk z górnej półki, który postanowiłam wypróbować. Aplikator i konsystencja są idealne, po nałożeniu na usta po prostu zapominasz, że nawet coś na nich jest.  Kolor tego błyszczyka to pudrowy róż i sprawdza się równie dobrze w dzień przy minimalnym makijażu jak i wieczorem ze "smokey eye". Ma też bardzo ładny delikatny pudrowy zapach i smak, nie na tyle mocny, żeby przeszkadzał, ale wiem, że dla niektórych z was może to być minusem. Do tego wzór opakowania równa się kunsztem z resztą kolekcji kosmetyków Diora, jest bardzo elegancki. Jeśli chodzi o długość z jaką utrzymuje się na ustach to jest to około 2-3 godziny, czyli podobnie jak błyszczyki innych marek. Następnie mamy dwie pomadki z MACa Crosswires i Sunny Seoul, obydwie typu creamsheen co oznacza, że mają kremową konsystencję i są dość dobrze napigmentowane. Wszystkie pomadki z MACa mają charakterystyczny waniliowy zapach i te dwie nie są wyjątkiem. Crosswires to pierwsza pomadka, którą kupiłam z MACa, ma bardzo ciekawy odcień spokojnego koralu. Lubię ją nosić w dni kiedy moja buzia jest zmarnowana bo ożywia twarz swoim kolorem. Jest tez dobra na te dni, kiedy masz ochotę na czerwoną szminkę, ale nie chcesz się zobowiązać do tego co wiąże się z całodziennym utrzymaniem jej na ustach. Na ustach utrzymuje się 4-5 godzin. Sunny Seoul w kolorze cukierkowego różu ma troszeczkę mniej pigmentacji i nie lubi się ze spiechrzniętymi ustami (wtedy nie nakłada się równomiernie), dlatego lepiej sprawdza się dla mnie latem niż zimą. Dodatkowo Sunny Seoul ma zdecydowanie więcej połysku niż Crosswires pomimo tego, że obydwie wywodzą się z tej samy rodziny creemsheen. Na ustach utrzymuje się 3-4 godziny. Na deser zostawiłam Chanel Rouge Coco Shine w kolorze Boy 54, pomadka która jest klasykiem. Kiedy nie mogę się zdecydować czym pomalować usta, wybieram właśnie ją. Ma lekki miły zapach i nakłada się ją bardzo gładko. Ma właściwości nawilżające, ale przez to nie jest zbyt trwała. Na ustach utrzymuje się około 2-3 godzin. Gdybym miała opisać tą pomadkę jednym zdaniem, to powiedziałabym, że jest to balsam do ust dla wykwintnych kobiet, który wyrównuje koloryt ust i nadaje im blasku. To podsumowuje moją letnią garderobę dla ust. Mam nadzieję, że lato tego roku fantastycznie wam upłynęło i że wy także cieszycie się jeszcze słoneczną i ciepłą pogodą. 




wtorek, 16 sierpnia 2016

Zawartość mojej letniej kosmetyczki




Kiedy przychodzi weekend mam tylko ochotę na minimum produktów i szybki makijaż. Im mniej produktów tym lepiej. Latem rozświetlona cera z odrobiną bronzera wygląda zdrowo i bardzo dziewczęco, i myślę że ten look może nas troszeczkę odmłodzić, a przynajmniej sprawi że będziemy wyglądać świeżo i jakbyśmy dopiero wróciły z udanych wakacji. Jako bazy używam Laura Mercier oil free tinted moisturiser z SPF 20 w kolorze Nude, który sprawdza się świetnie przez cały rok do wyrównania kolorytu twarzy. Przez większość roku utrwalam go sypkim pudrem, ale latem świetnie trzyma się na twarzy bez pudru i przy tym daje cerze bardzo fajne rozświetlenie. Powiedziawszy, że nie używam pudru, przyznam się szczerze, że skłamałam.. a to dlatego, że używam latem bareMinerals matte mineral foundation z SPF 15 w odcieniu N20, który jest sypkim pudrem kryjącym. Nie używam go jednak jako pudru ale jako bronzera i sprawdza się świetnie. Kupiłam go zimą z zamiarem używania go jako podkład w pudrze, ale niestety mój kolor nie został dobrze dobrany i był dla mnie za ciemny i za pomarańczowy. Czekał cierpliwie w szufladzie na lato bo myślałam, że będe mogła go używać kiedy moja skóra nabierze trochę koloru. Jako podkład jest dla mnie nadal za ciemny, ale jako bronzer wygląda bardzo naturalnie i kiedy go używam moja twarz wygląda jak muśnięta słońcem, a znajomi mówią mi, że świetnie wyglądam. Do tego odrobina różu - moim obecnym ulubieńcem jest Surratt artistiqu blush w odcieniu parfait - ubóstwiam ten kolor. Jako, że natura obdarzyła mnie sińcami pod oczami, jeśli nie użyje niczego wyglądam wtedy na bardzo zmęczoną. Clinique airbrush concealer w kolorze 05 fair cream bardzo dobrze rozświetla, ale także dostarcza wystarczająco krycia tak, że moje oczy nabierają blasku (..może nie biją blaskiem, ale ten korektor zdecydowanie przyczynia się do tego, że nie wyglądam na zmęczoną życiem). Do tego kilka warstw dobrze wysłużonej maskary Clinique high impact mascara i moje oczy od razu szerzej się otwierają. Jest to jedyny tusz do rzęs jaki do tej pory wypróbowałam, który nie powoduje, że moje oczy łzawią (mam wrażenie, że albo mam uczulenie na jakiś składnik, albo mam bardzo wrażliwe oczy) i przy okazji daje na tyle wystarczająco dobry efekt wydłużenia i pogrubienia rzęs, że przestałam używać zalotki (co uważam za wielki sukces! Jak sobie pomyśle o tych wszystkich rzęsach które straciłam przy podkręcaniu zalotką..). Teraz do brwi, które niestety są dość nierówne i wiele im brakuje do tak modnych teraz tzw. gąsienic. Ratuje mnie rozsławiony przez Lisę Eldridge (jedną z najlepszych makijażystów na świecie!) SUQQU eyebrow liquid pen w kolorze 02 brown. Został dla mnie wybrany podczas indywidualnej sesji stylizacji z kierownikiem artystycznym Suqqu. Bardzo długo się utrzymuje i nie znika z brwi na koniec dnia tak jak większość produktów do brwi czy to kredek czy cieni. Przypomina wyglądem pędzelek do kaligrafii, przez co umożliwia bardzo precyzyjną aplikację. Jest na prawdę godny polecenia! Na koniec mały spritz perfumami i jestem gotowa wychylić nosa z domu, pewna że nikogo nie wystraszę (uśmiech).
Pomadki na lato już w kolejnym poście!


*Produkty omawiane powyżej zostały zakupione przeze mnie i wszystkie opinie są moje.

niedziela, 17 lipca 2016

Moja paleta cieni MAC


Ostatnio odkurzyłam moją paletkę z MAC'a, którą ostatnio trochę zaniedbałam, i przypomniało mi się ile czasu i poszukiwań spędziłam na jej budowaniu. Pamiętam wielogodzinne oglądanie filmików i blogów żeby znależć najlepsze cienie dla moich brązowych oczu, spisywanie wszystkich nazw i odbywanie kolejnych wypraw do MAC'a żeby wypróbować nowo odkryte kolory. Opis cieni do oczu i zdjęcia odcieni na stronie MAC'a nie są niestety pomocne w wyborze kolorów, bo  w większości nie są adekwatnie przedstawione.

Gdyby nie porady znalezione w sieci szczerze mówiąc nie wiedziałabym gdzie zacząć i które cienie wybrać. Mam więc nadzieje że ten post pomoże tym z was, które chciałyby zacząć lub powiekszyć swoją kolekcje cieni MAC.




Górny rząd: Nylon, Jest, All That Glitter, Woodwinked, Rice paper
Środkowy rząd: Patina, Satin Taupe, Sable, Soft Brown, Arena
Dolny rząd: Club, Sketch, Antiqued, Mulch, Brown Script




L-P: Nylon, Jest, All That Glitters, Woodwinked, Rice paper


Nylon - biało złoty cień który ma w sobie wiele blasku i świetnie rozświetla kąciki oczu oraz miejsce poniżej końca brwi. Wykończenie - Frost.

Jest - różowo-brzoskwiniowy cień z biało-złotym połyskiem, który świetnie przydaje się kiedy nie masz za wiele czasu rano, ale chcesz podkreślić trochę oko, wtedy możesz nałożyć ten cień na całą powiekę i troszeczkę tuszu i voi la, jesteśmy gotowi żeby zmierzyć się z tym co przyniesie nam dzień. Wykończenie - Frost.

All That Glitters - beżowo-brzoskwiniowy cień ze złotym połyskiem, który jest dla mnie świetny latem (jeśli masz oliwkową karnacje to wtedy jak najbardziej cały rok), rozświetla pięknie oko rozprowadzony na całej powiece. Wykończenie - Veluxe Pearl.

Woodwinked - brązowo-złoty cień, który jest pięknym cieniem do letniego makijażu "smoky eye", sam roztarty w zagłębieniu oka, zmienia troszeczkę odcień na bardziej brązowy i daje dwutonowy efekt, tak jakbyś miała dwa różne cienie na oku. Bardzo ładnie też wygląda z Mulch w zagłebieniu oka, żeby przyciemnić makijaż, lub poniżej dolnej linii rzęs jako złoty akcent. Wykończenie - Veluxe Pearl.

Ricepaper - beżowo-złoty cień, który jest łagodniejszą siostrą Nylon. Jeśli Nylon jest zbyt mocny dla ciebie, lub zarezerwowany na nocne wyjścia, to wtedy Ricepaper będzie świetnym zamiennikiem. Jeśli mam rano czas, to używam do rozświetlenia dziennego makijażu oka właśnie tego cienia. Wykończenie - Frost.




L-P: Patina, Satin Taupe, Sable, Soft Brown, Arena



Patina - jasny brudnawy brąz z połyskiem starego złota nadaje się świetnie do makijażu biurowego. Jest to cień, który też świetnie nadaje się na szybki makijaż, nałożony na cała powiekę zaakcentuje nam ciekawie oko. Wykończenie - Frost.

Satin Taupe - szarobrązowy cień ze srebrnym połyskiem, jest jednym z najbardziej znanych i opisywanych cieni Mac'a. Podobne kolory można spotkać w innych markach, ale tego dyskretnego połysku razem z kombinacją szarobrązowego koloru nie widziałam jeszcze w żadnym innym cieniu do oczu. Wykończenie - Frost.

Sable - różowo-brązowa śliwka ze złotym połyskiem to cień którego używam często jesienią do jednokolorowego makijażu oka. Jest to kompleksowy i trudno do opisania kolor i niestety powyższe zdjęcie w pełni nie oddaje urody tego cienia bo wygląda on na zdjęciu brązowo. Wykończenie - Frost.

Soft Brown - kolor typu kakao-z-mlekiem, który jest matowy i bardzo neutrualny jest świetny do użycia w załamaniu powieki z każdym odcieniem. Nadaje oku głębi, której czasami brakuje takim oczom jak moim czyli z opadającą powieką i do tego głęboko osadzonych. Wykończenie - Matte.

Arena - opalona brzoskwinka ze złotym blaskiem, podobnie do Patina jest dobra do jednokolorowego makijażu oka, lub rozświetlenia oka dla ciemniejszej karnacji. Używam jej głównie latem kiedy jestem opalona inaczej wygląda na mnie za pomarańczowo. Wykończenie - Satin.



L-P: Club, Sketch, Antiqued, Mulch, Brown Script


Club - kolor kameleon, który jest ciemnym brązem, ale mieni się na zielono-turkusowo. Jest idealny do ekspresowego "smokey eye" o każdej porze roku. Podobnie jak Woodwinked, roztarty w załamaniu oka, przybiera bardziej brązowy odcień i daje efekt podwójnego cienia. Wykończenie - Satin.

Sketch - ciemna oberżyna, ten cień na zdjęciu wygląda pudrowo, ale na oku rozciera się bardzo łatwo i równomiernie. Używam go w zewnętrznym kąciku oka i poniżej dolnej linii rzęs często w parze z Satin Taupe. Wykończenie - Velvet.

Antiqued - brąz z odcieniem rudego złota, jest idealny to jesiennych makijaży albo do podkreślenia załamania oka lub w zawnętrznym kąciku. Wykończenie - Veluxe Pearl.

Mulch - brąz ze złotym blaskiem, jest bardzo uniwersalnym cieniem i można go używać do "smokey-eye" na całą powiekę, w załamaniu lub w zewnętrznym kąciku oka. Wykończenie - Velvet.

Brown Script - rdzawo-brązowy matowy cień świetnie ociepla makijaż, idzie bardzo dobrze w parze z Soft Brown i Antiqued Gold, ale tez bardzo efektownie będzie wyglądał z granatowym "smokey-eye" roztarty w załamaniu oka. Wykończenie - Matte2.

Skompletowanie tej paletki zajęło mi kilka lat głównie spowodowane wysoką ceną tych cieni. Muszę przyznać, że bardzo miło wspominam te poszukiwania, a po tę paletkę sięgam niemal codziennie. Za każdym razem jak na nią patrzę przynosi mi radość (ta mała dziewczynka bawiąca się zabawkowymi kosmetykami nigdy nie urosła i nadal we mnie siedzi, tylko zabawki się zmieniły!).

Wkłady cieni MAC dostępne są na stronie maccosmetics.pl w cenie 57.00 zł, lub pojedyncze cienie w cenie 75.00 zł.




*Produkty omawiane powyżej zostały zakupione przeze mnie i wszystkie opinie są moje.


wtorek, 20 sierpnia 2013

Kosmetyki H&M z letniej wyprzedaży

Kilka dni temu przy okazji wyprzedaży złapałam ostatnio w H&M kilka kosmetyków, na przecenie każdy za funta. Jak na nie patrze od razu przypochodzi mi na myśl piosenka Pink So What i jej słowa "I'm still a rockstar / I got my rock moves"!


Cienie do oczu - musztardowy żółty i jeansowy granatowy - chodziły mi po głowie już od kilku miesięcy, ale nie chciałam wydać na nie fortuny bo nie są to kolory, które nosiłabym na co dzień. Nie byłam też pewna czy by mi się na sobie spodobały.


Są dość dobrze napigmentowane i łatwo rozprowadzają się na powiece. Odcień musztardowy bardzo fajnie uwydatnia piwny kolor oczu, a granatowy z koleji nadaje się świetnie do wykonania "smoky eyes". Po wypróbowaniu na sobie stwierdziłam, że jak dla mnie musztardowy jest trochę za mocny i za żółty, ale granatowy na pewno przyda mi się do makijaży na imprezy.



Błyszczyk H&M Gold Star jest przezroczysty i zawiera złoty brokat. Nie jest to błyszczyk do noszenia na co dzień, ale na pewno dobrze się sprawdzi na sylwestra i w czasie karnawału. Można go także nałożyć na policzki zamiast rozświetlacza, jeśli nie przeszkadzają wam dość dobrze widoczne drobinki brokatu.

Teraz lakiery... pierwszy w buteleczce w gwiazdkę to Orange Reddish, lakier w kolorze opalizujacym na złoto-różowo. Dwie warstwy wystarczą do osiągnięcia zadowalającego krycia. Po pomalowaniu jednak nasycenie koloru i efekt na paznokciu były troszeczkę rozczarowujące. Buteleczka zrobiła na mnie większe wrażenie...


Czarny lakier H&M Cracked Nail Polish miał nadać efekt popękanego lakieru na paznokciach, ale po nałożeniu pierwszej wartswy na paznokcie, lakier wyglądał okropnie. Był wodnisty w kosystencji i efekt popękania wyglądał bardziej jak zacieki po farbie, a paznokcie wyglądały jakby niedomyte. Ale postanowiłam położyć trzecią warstwę, żeby się przekonać czy rzeczywiście da się coś osiągnąć z tym lakierem. Rzeczywiście było warto, bo po nałożeniu trzeciej warstwy osiągamy efekt wyprawianej skóry i lakier H&M wygląda wtedy jak lakier firmy Nails inc. "Noho Leather Effect Polish". Jest to jeden z popularniwjszych trendów nail art tego lata i jak najbardziej nadawałby się do stylizacji punk rockowej.

Jest tylko jeden mały problem - miałam zamiar kupić kilka ciuchów, a wyszłam ze sklepu z garścią kosmetyków. Może dlatego, że po prostu jakoś nie mogłam nic tym razem dla siebie znależć w H&M. Nowa kolekcja jesienno-zimowa jakoś nie przypadła mi szczególnie do gustu. Za to Top Shop i Miss Selfridge's po raz kolejny nie zawiodły. W jednym z następnych postów pojawią się moje zdobycze, więc nie "wyłączajcie telewizorów" (tzn. komputerów lol). Ciąg dalszy nastapi...

czwartek, 8 sierpnia 2013

Ekologiczne kosmetyki Phycisians Formula

Nareszcie miałam ostatnio okazję wypróbować kosmetyki Physicians Formula, które w UK dostępne są bardzo sporadycznie w sklepach TK Maxx, i aż nie mogłam w to uwierzyć. Kosmetyki Physicians Formula są też dostępne w sklepie internetowy uk.iherb.com. Szczęsciary te z was które mieszkają w Stanach Zjednoczonych, bo te kosmetyki są tam szeroko dostępne. A dlaczego szczęściary? Bo oprócz nie do końca poręcznego opakowania, nie mogę nic złego powiedzieć o tych kosmetykach. A wręcz przeciwnie, mój ulubiony NARS Laguna brązer i puder Rimmel Stay Matt ostatnio pokrył kurz (!) metaforycznie oczywiście, a to bardzo wiele mówi samo za siebie. Poniżej znajdziecie dluższe niż do tej pory opisy, ale po prostu samo się pisało, wiec doradzam w tym momencie skoczyć do kuchni po kubek kawy lub herbaty i zapraszam do czytania.


Organic Wear - 100% Natural Origin Pressed Powder to puder zrobiony w 100% z produktów naturalnych, z czego aż 15% to składniki w ogóle nie zawierające substancji chemicznych takie jak nawilżający ekstrakt z olejka z nasion jojoby, czy skrobia kukurydziana o właściwościach matujących. Jak zapewnia producent puder ten nie zawiera szkodliwych składników chemicznych, syntetycznych konserwantów, parabenów, skladników modifikowanych genetycznie i sztucznych zapachów. Przy produkcji tego pudru nie ucierpiały też żadne zwierzęta. Czyli produkt jak najbardziej ekologiczny.

 Opakowanie zawiera lusterko otwierane od strony denka, co zawsze jest przydatne, i mały pędzelek z koziego włosia. Pędzelek akurat do niczego się nie nadaje bo jest szczególnie sztywny i niemiły w użyciu i bardzo ciężko nim nałożyć odpowiednią ilość produktu. Puder, który ja mam w kolorze beżowym, ma dwa odcienie - wytłaczane listki które są jaśniejsze i reszta w ciemniejszym kolorze terracoty. Ma to ułatwić otrzymanie idealnego koloru. Jak dla mnie osobiście jaśniejszy odcień jest przydatny, bo nie jest za ciemny do przypudrowania okolic oczu. Puder ten bardzo dobrze kryje, przy tym nie daje efektu tapety na twarzy. Wygląda naturalnie i jak dla mnie jest idealny do dodatkowego kamuflażowania moich ostatnio dość częstych (sic!) niedoskonałości. Może być nakładany bezpośrednio na nawilżoną twarz zamiast podkładu, lub na podkład. Powiem szczerze, jeszcze nie zdarzylo mi się użyć pudru bez podkładu. Jak dla mnie puder ma za zadanie utrzymać korektor w miejscu (ach te niedoskonałości) i zmatowić strefę T. Chyba, że jest to specjalny podkład w pudrze (np. z firmy bareMinerals), ale to już temat na inny wątek.

Opakowanie zawiera 9g produktu czyli w porównaniu do innych prasowanych pudrów nie jest najwieksze. Rozmiary siegaja od  9g (np. puder Bourjois Healthy Balance) do 12g (np. puder Rimmel Stay Matte).         

Na stronie physiciansformula.com puder 100% Natural Origin Pressed Powder kosztuje $13.95. Mnie udało się go dostać w TK Maxx prawie o połowę ceny mniej za £4.99 (nie ma jak to znaleźć dobrą okazje!).

Następny mój zakup z rodziny Phisicians Formula to brązer i rozswietlacz w jednym - Mineral Wear - 100% Mineral BronzeBrightner w odcieniu Peachy Glow - nie zawiera talku, olejków, wosków, barwników ani parabenów. Testowany dermatologicznie, jest hipoalergiczny i bezzapachowy - nie będzie powodował wyprysków na skórze wrażliwej na kosmetyki perfumowane. 


Mineral BronzeBrightener zawiera drobinki różowego i pomarańczowego szafiru oraz cytrynu (żółtego kwarcu), i przez to że jest tak drobny koryguje niedoskonałości skóry a przy tym nie uwydatnia zmarszczek. Bardzo łatwo się go nakłada i łączy z innym produktami. Do opakowania dołączony jest duży ale cieńki pędzelek, którym możemy dodać koloru na policzkach w ciągu dnia. Jest on miększy i zdecydowanie lepszy od pędzelka dołączonego do pudru, ale używam go jedynie w sytuacjach awaryjnych. Niestety przy otwieraniu, cześć z pudrem także sie unosi (jak na zdjęciu do góry po lewej) i jeśli nie chcemy użyć pędzelka z opakowania to jest to dość niewygodne. Ja wolę nakładać ten produkt moim pędzlem do brązera, żeby równomiernie go rozprowadzić. Ten brązero-rozświetlacz ma w sobie bardzo małe drobinki brokatu, które nadają twarzy delikatnego promiennego blasku. Przez to, że nie jest tak mocno napigmentowany bardzo trudno jest z nim przesadzić. Trzeba kilkakrotnie go zaaplikowac, ale warto się napracować, bo twarz wyglada wtedy jakby muśnięta słońcem. 

Opakowanie zawiera standardowo 8.5g produktu i kosztuje $13.95 (w porównaniu brązery z NARS i Bobbie Brown mają przeważnie po 8g). Ja zapłaciłam i za brązer i za cienie do powiek £4.99. I jak tu się nie eksytować przed każdą wyprawą do TK Maxx? Nawet książe Harry lubi tam robić zakupy!

Cienie do powiek Baked Collection Wet/Dry Eye Shadow w kolorze Baked Spices to trio, które można nakładać i na sucho i na mokro. Na sucho nakładają się bardzo łatwo i przez to, że są mocno napigmentowane można nimi osiągnać efekt bardzo naturalny, lub też dramatyczny w zależności od okazji.


Jak reszta produktów Physicians Formula, cienie te nie zawierają bardzo długiej listy wielu nieporządanych składników. Ponoć nie podrażniają wrażliwych oczu i mogą ich też używać osoby noszące szkła kontaktowe. Sama nie mam wrażliwych oczu, ale jeśli wy się z tym zmagacie, myślę że warto je wypróbować.


Opakowanie potrójnych cieni zawiera 2.1g produktu w cenie $7.95 i wyglądem przypomina mi potrójne cienie z Bourjois, ale wedlug mojej skromnej opinii cienie Physicians Formula są o wiele wydajniejsze.

Jedyny problem z kosmetykami Physicians Formula to fakt, że nie łatwo je dostać w UK, ale jak zwykle e-Bay lub Amazon ratują w takich sytuacjach. 

Jestem ciekawa waszych opinii o kosmetykach Phisician Formula, miałyście okazję je wypróbować?

środa, 31 lipca 2013

Pomadki Rimmel z kolekcji Kate Moss - Lasting Finish by Kate

Pierwsza kolekcja pomadek Kate Moss weszła na rynek w Wielkiej Brytanii we wrześniu 2011 w dziewięciu kolorach. Moje ulubione odcienie z tej kolekcji to 05 i 08. Druga kolekcja Kate z wiosny 2012 przyniosła pięć nowych odcieni, o wyborze których Kate sama zadecydowała. Dwa z nich 22 i 26 znalazły się w mojej kosmetyczce. Ostatni dodatek do kolekcji to szminki w czerwonych tubkach z ulepszoną formułą. Zawierają one drobinki rubinu nadające ustą aksamitności. Z tej serii zobaczycie poniżej pomadkę w kolorze 101.   
 
Szminki Kate mają rozświetlające drobinki czarnego diamentu, które nadają ustom głębi i intensywności. Są one mocno napigmentowane i pomalowane nimi usta wyglądają tak samo intensywnie. Ze względu na to, że nadają ustą matowy efekt warto nałożyć nawilżającą pomadkę przed ich aplikacją, bo inaczej wszystkie niedoskonałości ust zostaną podkreślone. 
Moje ulubione odcienie to 05, 08 i 22. Ósemka ma ciepłą śliwkową tonację i idelanie nadaje się do pracy. Bardzo łatwo się ją nakłada i wygląda naturalnie - tak jak moje usta, tylko lepiej, jeśli wiecie co mam na myśli. Piątka to delikatny odcień fuksji, a dwudziestka dwójka to intesywny czerwony, który świetnie nadaje się na sobotnie zakupy w dżinsach i przy minimalnym make-upie.
Moje najmniej noszone pomadki z kolekcji Kate to 26 i 101, które najlepiej wyglądają z opalenizną, ale nawet wtedy czasami za bardzo gaszą kolor moich ust. Dlatego najczęściej gdy po nie sięgam wklupuję je delikatnie w usta i rozcieram palcem, a na koniec nakladam błyszczyk, żeby trochę usta ożywić.  
Pomadki Rimmel z kolekcji Kate Moss mają charakterystyczny słodkawo-pudrowy zapach i dość długo utrzymują się na ustach. Z dostępnym szerokim wyborem odcieni, gwarantuję, że każdy znajdzie swój ulubiony, który zagości w waszej kosmetyczce na dłużej. 
Cena pojedynczej szminki w angielskich drogeriach to £5.49. Ale po co przepłacać - na stronie Superdruga (możliwe, że  w sklepach też) sa teraz zniżki i szminki Kate Moss można dostać za £3.99 - wiec śpieszcie się!



niedziela, 28 lipca 2013

Letni duet - Barry M Gelly High Shine Blueberry i Lychee

W tym roku za każdym razem kiedy stoję przed stoiskiem z lakierami do paznokci mój wzrok wędruje w kierunku różnych odcieni niebieskiego... nigdy nie byłam fanką niebieskiego na paznokciach, ale w tym roku nie mogę się temu kolorowi oprzeć. Odważny niebieski bardzo ciekawie wygląda na paznokciach w parze z beżem. Ostatnio wypróbowałam zestawienie lakierów Barry M Gelly Hi Shine w kolorach Lychee (po lewej) i Blueberry (po prawej). Są one dostępne w UK w sklepach Boots, Superdrug i stoiskach Barry M w cenie £3.99.
Lakiery Barry M z serii Gelly Hi Shine mają wysoki połysk i dzięki temu nie trzeba nakładać na koniec utwardzacza do paznokci, żeby osiągnąć efekt sztucznych paznokci i ich magicznego połysku. 
Blueberry to hipnotyzujący odcień niebieskiego, a Lychee idealnie współgra z odcieniem mojej skóry. Nie jest ani za ciemny ani za jasny, jak to często bywa z cielistymi kolorami, i ma wspaniałą ciepłą tonacje. Do tego te owocowe nazwy - borówka i liczi... palce lizać!
Dwie warstwy Gelly Hi Shine to mus. Po jednej robią się smugi, ale po nałożeniu dwóch kolor się dobrze wyrównuje. Pędzelek jest dość mały i wąski, dlatego nie jest nim tak łatwo nakładać lakier jak większymi i szerszymi pędzelkami, ale da się nim pracować. Lakier dość dobrze się utrzymał przez kilka pierwszych dni bez warstwy utwardzacza i pomimo trudnych warunków na jakie był wystawiony, takich jak malowania płotu i przesadzania kwiatków, czyli typowych warunków testowych dla naszych ciągle czymś zajętych rąk.

Pomimo mojej obecnej obsesji z niebieskim, mój ulubieniec to Lychee. Jest idealną odskocznią od nietuzinkowych krzykliwych kolorów jak i od tak już często noszonych czerwieni i różów. Mam przeczucie, że ten kolor zagości w kolekcji moich ulubieńców na stałe.
A jaki kolor wy najczęściej nosicie tego lata?

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/10078513/?claim=vrf8jx8bmnm">Follow my blog with Bloglovin</a>